polski

"Newsweek" 52-53/2004

Page 1 Page 2

"Screen International" Number 1475

Screen International 2004

JAN A.P. KACZMAREK – TEN, KTÓRY SŁYSZY - Interview with Jan A.P. Kaczmarek for FILM (Honorata Smader)

J.A.P.K - Jan A.P. Kaczmarek FILM

Film Czym jest talent dla kompozytora muzyki filmowej?
J.A.P.K. To wyjątkowy zestaw cech, który wyróżnia jednego twórcę od innych i jego muzykę od innej muzyki. Tu nie wystarczy sam talent. Kompozytor filmowy musi być erudytą, dyplomatą i psychoterapeutą.
Film Dlaczego psychoterapeutą?
J.A.P.K. Bo wchodzi na plac boju, gdy nerwy reżysera bywają już mocno nadszarpnięte. Najczęściej zaczyna komponować w momencie, kiedy kończą się zdjęcia. Wtedy kryzys w produkcji może być już zaawansowany. Reżyser ma na przykład konflikt ze studiem filmowym i kompozytor bywa jedną z nielicznych osób, które są dla niego psychicznym oparciem. Autor muzyki jest w takiej sytuacji ostatnim chronologicznie kreatywnym członkiem ekipy filmowej. Dobrze, żeby był stabilny emocjonalnie.
Film Czy film musi być skończony, by napisać do niego muzykę?
J.A.P.K. Przy “Niewiernej” Adriana Lyne’a byłem od początku. Czytałem scenariusz. Pojechałem na plan i poznałem ekipę. Skomponowałem nawet jeden z utworów wspólnie z Richardem Gere, który okazał się też sprawnym pianistą. "Niewierna" była trudnym projektem, bo ten film łączył komercję z poszukiwaniem życiowej prawdy. Chodziło o taką muzykę, która byłaby autentyczna i szczera, ale też poruszała emocje milionów ludzi. Głównie kobiet - jak się okazało po premierze.
Film Trafił pan do kobiet. To miłe?
J.A.P.K To niezwykłe. Facetom ten film się nie podoba. Myślę, że oni podskórnie boją się, że mogłoby się im coś takiego przytrafić. Dla mężczyzny utrata kontroli nad kobietą, szczególnie taką, którą się idealizuje, jest czymś nie do przeżycia.
Film Jak powstaje Pańska muzyka?
J.A.P.K Najpierw używam zmysłów. Intelekt włącza się dosyć późno. Oglądam film wiele razy i nagle pojawia się pewien związek między “materią” a mną. To inspiracja. To też swoista magia, jak między ludźmi.
Film Pamięta pan moment takiej weny w wypadku "Niewiernej"?
J.A.P.K To wydarzyło się jakoś naturalnie. Może podczas śniadania takiego jak nasze? Wtedy dochodzi do mnie, że wiem, co chcę opowiedzieć. Coś się otwiera. Pojawiają się temety muzyczne. Powstają wstępne szkice instrumentacji. I dopiero tu jest czas na intelektualizację, czyli budowę struktury i rozkładanie dramaturgii. Na koniec konfrontuję moje wyobrażenie o muzyce z wizją reżysera i samym filmem.
Film Co to jest budowanie struktury?
J.A.P.K. Z podstawowego materiału tworzy się wariacje. Będą ilustrować ewolucję emocji i znaczeń na ekranie. Można też stosować metodę prób i błędów. Podkłada się po prostu muzykę do obrazu i od razu widać, czy jest dobrze.
Film A gdybym chciała napisać muzykę do filmu, co by mi Pan poradził?
J.A.P.K. Trzeba rozróżniać rodzaje filmów, bo w każdym gatunku filmowym muzyka ma inną rolę do spenienia. Inna musi być w widowiskowym fresku historycznym, a inna w intymnym filmie, jakim była na przykład "Niewierna". W tym drugim wypadku muzyka buduje aurę i sugeruje świat emocji, ale nie angażuje się w “bieżące sprawy”. W amerykańskich komercyjnych filmach często jest tak, że muzyka komentuje każdą scenę i tego – prostych skojarzeń muzycznych – wymaga się od kompozytorów. Muzyka jest dźwiękowym odpowiednikiem tego, co widać na ekranie. W takich filmach muzyka “ciężko pracuje” i pomaga przepychać scenę za sceną. Trzeba od tego uciekać. Trzeba starać się tak pisać muzykę, żeby była w twórczym konflikcie z rozgrywaną sceną. Jak scena jest bardzo gwałtowna, to muzyka może być w kontrapunkcie spokojna. To zwykle buduje coś ciekawego, jakąś medytację.
Film Jaki wniosek płynie z tego dla mnie, początkującego kompozytora?
J.A.P.K. Trzeba zdecydować, jaką muzykę chciałoby się pisać. Albo ilustracyjną do megaprodukcji, albo niezależą, intymną, ostrożnie definiującą emocje. Jeśli zgodzę się komponować muzykę do hollywoodzkiej superprodukcji, to nie mogę robić muzyki krakowskiej, czyli krótkich dramatycznych dźwięków i długich pauz. Rada jest taka: Jeśli się nie czuje jakiegoś tematu – to lepiej zrezygnować. Bo tu żadna rewolucja się nie powiedzie, a frustracja może być straszna.
Film Słucha pan kompozycji kolegów?
J.A.P.K. Wszystkiego słucham. I słyszę. Czasem kompozytorzy udają, że nie słyszą muzyki kolegów, żeby jej nie komentować. A to jest niemożliwe, żeby kompozytor nie usłyszał muzyki w filmie.
Film Podobno najlepsza muzyka to taka, której w filmie nie słychać.
J.A.P.K. To mit. Jaki jest sens w pisaniu muzyki, której nie słychać? Jedni ludzie zawsze słyszą muzykę, a inni nigdy. Poza tym niektórzy kompozytorzy nie mają odwagi, by ze swoją muzyką wyjść z roli niewidzialnego tła. Do pokazania wyraźnego tematu trzeba odwagi. Dobrze jest ją mieć.
Film Gdzie najczęściej nachodzi Pana wena?
J.A.P.K. Wszędzie. Czasem przy fortepianie, ale najczęściej poza domem, bo wtedy nie jest niczym ograniczona.
Film Idzie Pan ulicą i nagle pojawia się w głowie temat. To co wtedy?
J.A.P.K. Muszę go szybko zapisać, bo z reguły tematy nie wracają, jeśli pozwoli się im uciec. Kiedyś myślałem inaczej, żartowałem sobie, że to produkt mojego mózgu, więc z pewnością da się go odtworzyć. Ale tak nie jest.
Film Jakich błędów powinni wystrzegać się młodzi kompozytorzy?
J.A.P.K. Kopiowania innych. W Stanach to częsty problem. Absolwenci najlepszych szkół najczęściej kopiują Johna Wiliamsa. Młodzi powinni szukać swojego głosu, bo wtedy szansa, że ktoś ich zauważy jest wielokrotnie większa. Po co być jednym z wielu takich samych?
Film A jak Pan znalazł własny styl?
J.A.P.K. Przyjechałem do Stanów nie jako kompozytor muzyki filmowej, tylko jako awangardowy muzyk Orkiestry Ósmego Dnia. Miałem własny język, który jednak był dla Amerykanów mało zrozumiały. Poza tym wtedy jeszcze nie pisałem na orkiestrę symfoniczną, tego nauczyłem się tam. To było niesamowite odkrycie. Nagle pojawiły się inne dźwięki. Uczyłem się nowego języka. Przełomowym momentem było spotkanie z Agnieszką Holland i nasz film "Całkowite zaćmienie". Kolejne filmy traktowałem jak wyzwanie. Teraz, kiedy piszę, nie zastanawiam się nad tym, czy proponuję jakiś unikalny język, tylko po prostu mówię. Muzyka to ciągła podróż w nieznane. A ja uważam się za bardzo młodego kompozytora. Dla filmu piszę na serio dopiero od dziesięciu lat. I wciąż mnie to kręci.
Film Zero stresów?
J.A.P.K. Bardzo wiele. Tego też chciałbym nauczyć młodszych kolegów – jak przetrwać bez pomocy psychiatry. Bo to ciężki zawód – szczególnie w Stanach. Właściwie nieustająca bitwa. O karierę, swój styl, o przetrwanie. Trzeba zachować tożsamość, zachowując jednocześnie pracę. Staram się poruszać w tym tak, żeby na końcu, czyli na ekranie, była to jednak moja muzyka.
Film Czego się jeszcze wystrzegać?
J.A.P.K. Pycha to częsty błąd, szczególnie artysty z Europy Wschodniej. Kiedy przyjechałem do Stanów, byłem pełen arogancji. Realny socjalizm wyposażał nas – tych, którym się udało – w poczucie ważności naszej pracy. Artysta był bogiem. I nagle, kiedy wylądowałem w brzuchu potwora, okazało się, że to co wcześniej myślałem, było fatalną pomyłką. Że Ameryka nie rozumie wielkich słowiańskich gestów. Traktuje nas jak dziwolągi.
Film Jak dokładnie to wyglądało?
  Zostałem od razu znokautowany. Nikt nie chciał nawet dotknąć tego, co robiłem. Przyjechałem z kraju, gdzie odniosłem sukces i miałem publiczność, a tam, w nowym miejscu, nic nie znaczyłem. Ten nowy świat rządził się innymi prawami i trzeba było zacząć od początku. Wielka lekcja pokory. Każdy polski artysta powinien być tam zesłany na kilka lat. Na trening psychologiczny. Mnie to dało bardzo dużo.
Film Założył Pan fundację Instytut Rozbitek. Czy to nowa szkoła filmu?
J.A.P.K. Nazwa pochodzi od miejscowości Rozbitek w Wielkopolsce, gdzie mieści sie siedziba fundacji. Jest tam XIX-wieczny pałac i 24 hektary parku. Będziemy tam kształcić przyszłych kompozytorów, reżyserów, scenarzystów. Projekt ten przygotowywany jest we współpracy z Sundance Institute. Rozbitek prowadziłby takie same zajecia, ale z poszerzonym programem muzycznym. Chcemy pracowac nad tworzeniem nowych oper. Będzie też miejsce dla teatru.
Film To będą warsztaty, ale z selekcją?
J.A.P.K. Zależy nam na wysokim poziomie. Selekcja będzie się odbywała podobnie jak w Sundance. Odbyłem tam wiele spotkań. Dadzą ludzi i strukturę. To świetny model. Oni zajmują się kinem niezależnym z pełną świadomością rynku. Wierzę, że importując to, co dobre w “amerykańskiej” metodzie pracy, można jednocześnie ocalić naszą wyobraźnię i wolność ekspresji. Chcę, by powstawały tu dobre filmy i szły w świat, zarabiając na siebie. Sytuacja polskiego kina jest beznadziejna. Możliwość przetrwania widzę we wprowadzeniu metod pracy i finansowania, które się już sprawdziły.